Ważne

Teksty zawarte na tym blogu (poza "Za serce chwyciły") są mojego autorstwa i jako takie okryte prawami autorskimi. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie lub przetwarzanie bez zgody autora jest zabronione. Wszystkie obrazki zamieszczone na tym blogu wyszukuję w internecie. Nie jestem ich autorką, dokonuję jedynie pewnych modyfikacji w domowym zaciszu.

Postanowiłam zdjąć ze Zwierzeń "kłódkę" dla nieletnich, a posty z treściami przeznaczonymi dla osób pełnoletnich opatrzyłam oznaczeniem "+18". Tak więc ostrzegam, jeśli przy tytule posta zobaczysz "osiemnastkę", wchodzisz na własne ryzyko...

środa, 1 października 2014

Zasłona czasu - Rozdział 11



Dzisiaj środa, więc zgodnie z zapowiedzią wstawiam kolejny rozdział Zasłony. Wiem, że króciutki, ale taki musi być ;)
Miłej lektury :)







Przez chwilę patrzyli na siebie w zdumieniu, po czym obaj wybuchli gromkim śmiechem.
- Widziałeś to?
- Niesamowita. – Jacques potrząsał z niedowierzaniem głową.
- Ale nam się oberwało. – Sam nadal chichotał.
- Mogłaby codziennie ucierać mi nosa. Niewiarygodna… - Brunet spoważniał i w zamyśleniu spoglądał na taras, gdzie obie kobiety zniknęły mu z oczu.
- Co za charakterek. Aż mam ochotę sprawdzić, czy… - Sam przerwał widząc wyraz twarzy przyjaciela. Nigdy go takim nie widział. Jedyne właściwe określenie, jakie mu przyszło do głowy, to „nabożny”. Jacques wyglądał, jakby właśnie doznał objawienia.
Spodobała mu się perspektywa interesująco zapowiadającej się rozgrywki między nimi, zwłaszcza, gdy stawka była tak intrygująca, jak niepokorna panna Huxford. Jednak to, co zobaczył w oczach przyjaciela, sprawiło, że serce mu stanęło, a powietrze uszło z jego piersi. Rozpoznał ten wyraz, ten blask… Taki sam, jak jego własny… dawno temu.
Po kilku minutach Jacques wrócił do Sama wzrokiem. Otrząsnął się, jakby zawstydzony własnym zachowaniem. Chrząknął, po czym powiedział.
- Wieczór robi się coraz bardziej interesujący.
- Tak – zgodził się przyjaciel w zamyśleniu. – Jacques…? – Zawahał się niepewny tego, czy chce zadać pytanie.
- Tak? – Swoboda bruneta zdawała się zbyt nonszalancka, aby być autentyczna.
- Nic. – Sam machnął ręką. – Nic ważnego. – Jego druh musi sam zrozumieć, co się właśnie stało. A znając jego charakter… no cóż, nie tylko wieczór robi się coraz ciekawszy.
Sam wiedział, że przed przyjacielem rozpoczyna się niezwykła przygoda, z której sam nawet nie zdaje sobie jeszcze sprawy.

niedziela, 28 września 2014

DESZCZOWE SNY



Zapraszam na kolejną antologię tematyczną grupy La Noir, do której mam zaszczyt należeć.
DESZCZOWE  SNY - to jedenaście prac dziesięciu autorów. Jak nazwa wskazuje, tematem przewodnim tekstów są deszcz i sen. Jednakże... myślą przewodnią naszej grupy jest, reguły są po to, aby je łamać, w imię tego znaleźć możecie w Deszczowych snach dosłownie wszystko.
Zbiór ten zawiera jedną pracę mojego autorstwa - "Ze snu", która w niedługim czasie będzie publikowana również na Zwierzeniach...

Antologia jest dostępna w pliku pdf na chomiku Ailes, gdzie opatrzona została fantastyczną grafiką przez i_o.

Zapraszam serdecznie i polecam :) :)


Do środy powinien pojawić się kolejny rozdział Zasłony czasu. Mam nadzieję, że darujecie mi tę zwłokę...
Pozdrawiam wszystkich serdecznie, Soul :)

wtorek, 16 września 2014

Zasłona czasu - Rozdział 10

Zapraszam na kolejny, 10 już, rozdział Zasłony czasu :)







No tak, pomyślał Sam. Tego się można było spodziewać. Patrząc na wyraz twarzy kobiety, wiedział, że musi sobie znaleźć inny obiekt zainteresowań. Wpatrywała się w swojego rozmówcę jak zaczarowana. Nie było to, co prawda jawne uwielbienie, jakim obdarowywały Jacques’a napotykane młode panny. Zachwyt zmieszany był z… lękiem?  Spostrzeżenie to zaskoczyło Sama. Nigdy dotąd nie zdarzyło się, żeby którykolwiek z nich budził lęk u płci pięknej.
Przeniósł wzrok na przyjaciela, wyszukując przyczyny niepokoju kobiety. Nic takiego nie znalazł. Jacques, jak zwykle, czarował swoim wdziękiem, więżąc ofiarę w niewoli kuszącego spojrzenia.
Ale zaraz… coś było nie tak. Oczy przyjaciela zdawały się być bardziej rozmarzone, uśmiech mniej pewny, drżący. Jakby to on wpadł w zastawione sidła, a nie na odwrót. To była ona. W końcu Sama olśniło. To ta nieznajoma z polany. Zaśmiał się w duchu. Musieli upatrzyć sobie tą samą zdobycz, inaczej byłoby za nudno. Sam nie miał nic przeciwko zdrowej rywalizacji, nawet lubił hazard, ale nigdy nie siadał do stolika z marnymi kartami. Patrząc na Mary-Ann Huxford, wiedział, że nie ma najmniejszych szans w tej rozgrywce. Chociaż… Podobno po upadku doznała amnezji, więc możliwe, że to jest właśnie przyczyną jej przelęknięcia, nie Jacques. Może jest zagubiona w świecie, którego nie rozpoznaje, w towarzystwie mężczyzny, przy którym nawet wytrawny znawca flirtu odpada w przedbiegach.
Wtem jego uwagę przykuł ruch na tarasie. Przekroczywszy próg, cicho, nie chcąc, żeby ją zauważono, pojawiła się Alberta Morland. Wodziła wzrokiem po ogrodzie, jakby czegoś szukając. Raczej kogoś, poprawił się w myślach Sam, gdy jej wzrok spoczął na zagubionej w swoich spojrzeniach parze. Starszej kobiecie rozbłysły oczy, gdy w geście przerażenia uniosła dłoń do ust. Wiedział, że za kilka sekund sędziwa dama zainterweniuje. Postanowił działać, żeby dać przyjacielowi jeszcze trochę czasu sam na sam z piękną panną Huxford.
- Pani Morland – powiedział, zbliżając się do kobiety. – Uroczy mamy wieczór, nie sądzi pani?

czwartek, 11 września 2014

Wypij mnie...

W oczekiwaniu na kolejny rozdział Zasłony, postanowiłam wstawić króciutki tekst ćwiczeniowy z serii skojarzenia. Osoby odwiedzające Kajjkę, z pewnością rozpoznają fotkę, do której "kojarzyłyśmy" ;).
Tych, którzy czekają na kolejne spotkanie z Jackiem i Mary - Rozdział 10 pojawi się na początku przyszłego tygodnia.
Miłej lektury :). Mam nadzieję...





***


Ostatnie trzaśnięcie drzwiami i w mieszkaniu zapanowała błoga cisza. Miała dosyć tego zamieszania, szumu, zupełnie obcych twarzy, wyrażających żal i współczucie. Myślała, że jak przetrwa uroczystości pogrzebowe, to dalej pójdzie z górki. Myliła się. Okazało się, że Barbara miała sporo całkiem bliskich znajomych na uczelni, a także towarzyszy swoich ukochanych wypraw archeologicznych, którzy postanowili „wpaść na chwilkę”, aby powspominać zmarłą koleżankę.
Od powrotu z ostatnich wykopalisk minęły niecałe dwa tygodnie. Tym razem z Bethar w Palestynie. Gdy rozmawiały ostatni raz, Barbara była bardzo podekscytowana. Mówiła, że w końcu trafiła na coś dużego, co podważy podstawy znanej wszystkim religii. Wanda cały czas miała przed oczami zarumienioną twarz siostry, na której malowała się niemal euforyczna radość.
To było tydzień temu...

poniedziałek, 1 września 2014

Zasłona czasu - Rozdział 9

Zapraszam na kolejne spotkanie z Mary i Jacquesem. 



     Mary z przyjemnością obserwowała wirującą na parkiecie Elisabeth. Tańczył z nią Hamilton Lancaster, starszy syn mieszkającego po sąsiedzku małżeństwa, który kilka dni temu wrócił z kontynentu. Przypatrując się im z boku, musiała przyznać, że wyglądali razem uroczo. Młody Lancaster może i nie był specjalnie urodziwy, lecz niczego nie można mu było zarzucić. Wysoki, dość postawny jak na dwudziestoletniego młodzieńca, w śliwkowym fraku prezentował się bardzo elegancko, prowadząc jej siostrę w walcu.
     Elisabeth spoglądała na niego nieśmiało, jak przystało na dobrze wychowaną młodą damę. Jednak błysk w jej oczach i zaróżowione policzki zdradzały, jak bardzo jest zafascynowana swoim pierwszym balem i powodzeniem wśród obecnych dżentelmenów. Mary uznała, że nie ma się co dziwić, jej siostra wyglądała zjawiskowo. Ubrana w atłasową, kremową suknię z greckim stanikiem wprost olśniewała swoją urodą. Głęboki dekolt eksponował drobne ramiona i smukłą, łabędzią szyję. Blond włosy miała uczesane w wymyślny kok, w który wpięto kilka szafirowych spinek. Taka sama biżuteria zdobiła jej uszy i pierś, która, mimo obaw Mary, nie była zbyt odkryta.
     Jakże debiut Elisabeth mógłby nie być udany? Przepiękna panna swoją urodą przyciągała męskie spojrzenia. do tego jej naturalny wdzięk i dobre maniery sprawiały, że nie tylko przyjemnie się na nią patrzyło, ale również spędzało czas. Odkąd orkiestra zaczęła grać na podwyższonej, rozłożystej galerii, ani jednego utworu nie spędziła poza parkietem. Młodzi dandysi na wyścigi rezerwowali sobie u niej kolejne tańce. A Elisabeth była wniebowzięta.

sobota, 23 sierpnia 2014

Zasłona czasu - Rozdział 8

I kolejna odsłona historii Mary i Jacquesa :)






- Czyż nie są cudowne? – zapiszczała podekscytowana Elisabeth, obracając się wokół własnej osi.
     Całe popołudnie spędziły w sypialni młodszej z sióstr, przymierzając swoje balowe suknie. Stały naprzeciw ogromnego kryształowego lustra, które wniesiono na górę z pokoju dziennego. Było tak ciężkie, że lokaj musiał wziąć do pomocy stajennego i parobka, a i w trójkę ledwo dali radę.
     Mary z zachwytem przyglądała się lśniącej, gładkiej tafli, zamkniętej ze wszystkich stron okazałą drewnianą ramą, pokrytą bogatymi płaskorzeźbami przedstawiającymi pędy winorośli. Zdobienie było dopracowane tak, że niektóre skręcone wąsy zachodziły na srebrzystą powierzchnię, stwarzając wrażenie, jakby zwierciadło zanurzało się w gąszczu poplątanych gałązek i drobnych gwiaździstych liści. Patrząc na ten przepych, przypomniała sobie starą, podniszczoną toaletkę w niewielkim, ciemnym pomieszczeniu. Zacisnęła zęby i głośno przełknęła, czując jak łzy zaczynają jej napływać do oczu.
- Ależ ty się wcale nie cie… - Elisabeth przerwała w połowie słowa, widząc wyraz twarzy siostry. Podeszła do niej. – Mary-Ann? – zapytała, łapiąc ją za rękę.
     Ta potrząsnęła tylko głową i odwróciła się plecami. Ramiona zaczęły jej drżeć, a łzy nieposłusznie spływały po policzkach.
- Mary-Ann, kochanie… - wyszeptała z czułością dziewczyna. Nie wiedziała, co się dzieje. Siostra miała prawo obawiać się dzisiejszego balu, z pewnością rozniosła się już plotka o jej wypadku i jego niefortunnych skutkach. Jednak, żeby do tego stopnia… Nie pojmowała tego, lecz wiedziała, że musi jakoś uspokoić roztrzęsioną kobietę.
- Nie martw się – powiedziała, starając się nadać swojemu głosowi kojące brzmienie. Objęła ją od tyłu i przytuliła policzek do drżącego ramienia. – Dasz sobie radę.
     Mary opuściła powieki, usiłując w ten sposób powstrzymać potok słonych kropli wypływających z jej oczu.
- No już, uspokój się – mówiła do niej siostra. – Bo będziesz miała wieczorem podpuchnięte oczy, a wtedy żaden kawaler nie będzie chciał z tobą zatańczyć – dodała półżartem.
     Zatańczyć? Na to słowo zesztywniała. Absolutnie nie przyszło jej do głowy, że będzie musiała tańczyć… No właśnie, co…? Walca…? To jedyny taniec, jaki jej przyszedł do głowy, a z pewnością w tej epoce są jeszcze inne, których nazw nawet nie potrafiła sobie wyobrazić.
     Odwróciła się twarzą do stojącej za nią dziewczyny i spojrzała przerażonymi oczami.
- O… o… - Elisabeth zdała sobie sprawę, co tak przeraziło Mary-Ann. – Chyba o czymś zapomniałyśmy…

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Wieczór autorski

Kiedyś poznałam pewną dziewczynę, która na wskroś przesiąknięta była (i nadal  jest) pasją pisania... Razem ze swoją bratnią duszą w sferze chomikuj otworzyła profil, na którym prezentują chomikową twórczość autorską. Obie są zdania, że w polskich, nikomu nieznanych twórcach kryje się ogromny potencjał - niedoceniony przez krajowych wydawców... jeszcze ;). Dziewczyny postanowiły zrobić coś, czego dotąd nie było... Wieczorki autorskie on-line. Na tych spotkaniach czytelnicy mogą "spotkać się" z wybranym autorem, zadać pytania dotyczące konkretnych opowieści... niekoniecznie publikowanych oficjalnie.
Muszę się Wam pochwalić, że to właśnie mnie spotkała przyjemność otwarcia cyklu takich wieczorków :D:D. 
Tak więc, dzięki życzliwości dziewczyn z Ailes, zapraszam wszystkich zainteresowanych na spotkanie ze mną na tymże chomiku :)


ZAPRASZAM  SERDECZNIE :)

KONKURS!!!

Uwaga! Zgłoś swojego bloga do konkursu!

Małpek i Przyjaciele zapraszają do udziału w konkursie na najlepszy blog literacki w blogosferze.
Piszesz? Zgłoś się!


Do udziału zapraszamy wszystkich blogowych bajkopisarzy, twórców horrorów, romansów, fantastyki i wszelkiej innej literatury.

Konkurs odbywa się pod egidą portalu literackiego ExtraStory.pl.

Regulamin konkursu dostępny na stronie Małpek i Przyjaciele.

środa, 6 sierpnia 2014

Zasłona czasu - Rozdział 7






     Ciotka Alberta przyjechała do Rodenshurst w porze popołudniowej herbaty. Wszyscy siedzieli akurat w bawialni, gdy kryty powóz zajechał pod frontowe wejście.

     Krewka staruszka dała znać o swojej obecności jeszcze zanim otworzyły się bogato rzeźbione, drewniane drzwi. Weszła do pomieszczenia, nie dając lokajowi nawet szansy na jej zaanonsowanie. Widząc jego zdegustowaną minę powiedziała:

- Na miłość boską, Lambercie, jestem domownikiem. – Odgoniła go szybkim ruchem dłoni. – Idź do kuchni i każ Marcie przygotować mi coś do jedzenia. Tak bardzo się spieszyłam do swoich najbliższych, że zrezygnowałam z postoju na obiad. No, już, już… - Powtórzyła gest i zamknęła drzwi, po czym dopiero spojrzała na siedzących w pokoju. – Witajcie, kochani – powiedziała uśmiechając się szeroko i rozwiązując pod brodą ogromną kokardę od granatowego kapelusza.

- Witaj w domu, ciociu. – Artur Huxford wstał, ucałował kobietę w policzek i zabrał podróżną pelerynę, którą właśnie odpinała. Spoglądając karcąco na chrzestną, otworzył drzwi i podał okrycie stojącemu za drzwiami Lambertowi.

- Witaj, ciociu. – Adelajda również podeszła do krewnej i się przywitała.

     Elisabeth i George wstali i dygnęli powtarzając słowa powitania za rodzicami. Mary z niewielkim opóźnieniem zrobiła to samo.

     Wstrzymując oddech, z niepokojem przyjrzała się seniorce rodu. Dawniej ciemne włosy, teraz w większości zastępowały srebrzyste pasma, które upięte były w gładki kok, eksponując owal pomarszczonej twarzy i dumny profil. Uniesiony podbródek świadczył o harcie ducha starszej damy, a bystre, świdrujące spojrzenie ciemnych oczu uważnie przesuwało się po obecnych. Zatrzymało się dłużej na Mary, jakby prześwietlając ją na wskroś. Zdenerwowana kobieta czuła, że nic nie może ujść uwadze staruszki.

- Czy coś się stało, moje dziecko? – Alberta zwróciła się do niej.

- Nie, ciociu – ta odpowiedziała, nieco się jąkając.

- Wydajesz się być spięta i jesteś bardzo blada. – Przeniosła wzrok na Adelajdę. – Mary-Ann jest chyba chora, czy widział ją już lekarz?

- Ależ nie, ciociu – speszyła się pani domu. – To znaczy… miał miejsce… pewien, hmm… wypadek. – Kobieta nie wiedziała, jakie dobrać słowa, a Mary przyszło do głowy, że oto ma przed sobą osobę, która wzbudza respekt, a nawet lęk u jej rodzicielki.

wtorek, 29 lipca 2014

Zasłona Czasu - Rozdział 6

Po nieco dłuższej  przerwie zapraszam na kolejny rozdział Zasłony Czasu :)





Pomieszczenie było niewielkie, przesiąknięte wilgocią i zapachem siana. Maleńkie okno, umieszczone tuż pod niskim sufitem, wpuszczało do środka odrobinę księżycowego blasku. Łuna ta była wystarczająca, aby kobieta mogła zobaczyć srebrne refleksy na włosach śpiącego chłopca. Izba, w której nocowali, znajdowała się w przybudówce obok obory. Wcześniej, za dnia Isabel widziała, że chropowate ściany były niedawno bielone, a podłoga wyłożona świeżą słomą.

     Z miłością i lękiem patrzyła na Cayo. Leżał na starej pryczy, przykryty dwoma zniszczonymi kocami, z których jeden był przeznaczony dla niej. Dostali je od tej miłej kobiety, która pozwoliła im się tu zatrzymać.

     Siedziała na swoim posłaniu, tak samo wyeksploatowanym jak chłopca, ale przywykła do gorszych warunków. W ostatnim czasie niejednokrotnie byli zmuszeni spać na gołej ziemi, a przed chłodem chroniło ich jedynie liche odzienie i własne ciała. W takie noce kobieta tuliła do siebie Cayo i starała się jak najdokładniej okryć spódnicą swojej sukni.

     Isabel była jednocześnie szczęśliwa i przerażona. Po części cieszyła się, że udało im się dotrzeć aż tutaj śladem mężczyzny i jej serce wypełniała nadzieja. Musiał im pomóc, w końcu był jej to winien… po tym, co było… Znali swoje tajemnice. Oboje doskonale wiedzieli, co by było, gdyby wyszły na jaw, kulka w łeb, albo stos… Chociaż w jego przypadku, to pierwsze najpewniej okazałoby się niewystarczające.

     Noc była cicha i spokojna, słyszała jedynie płytki, urywany oddech Cayo. Nie docierały do niej żadne odgłosy z obory czy chlewni, co znaczyło, że zwierzęta były wystarczająco daleko. Całe szczęście.

     Kobieta podeszła do chłopca i dotknęła jego czoła. Było rozpalone i wilgotne. Znów dręczy go gorączka, pomyślała. Ujęła rąbek zniszczonej spódnicy i zaczęła wycierać pot skraplający się na jego skroni. Bała się… o niego. Jacques był ich ostatnią deską ratunku, jeśli nie udzieli im pomocy lub ta okaże się nieskuteczna, to nie będzie już nadziei… Po brudnych lecz niezwykle gładkich policzkach kobiety popłynęły łzy.

     Za kilka dni nastanie pełnia. Wiedziała o tym bez patrzenia na księżyc. Krew, wypełniająca jej arterie, krążyła w rytmie faz tego bezwarunkowego władcy nocy. Była boleśnie świadoma tego, że kolejna przemiana jeszcze bardziej osłabi Cayo, a potrzebowała czasu, żeby jakoś podejść Jacquesa, wytłumaczyć mu wszystko, przekonać jakoś…

     Westchnęła głęboko i otarła mokre policzki. Weź się w garść, powiedziała do siebie, nie możesz się tak rozklejać, tylko obmyślić plan, jak przekonać Sedaine’a. Wszystko jest na dobrej drodze. Udało jej się wkręcić do pracy w tym pięknym dworze. Zawsze przy organizowaniu balów zatrudniano dodatkowe osoby do pomocy. Ponieważ Isabel było wszystko jedno, co będzie musiała robić, gospodyni ją przyjęła w zamian za nocleg i wikt. Bal będzie już niedługo, a on na pewno się na nim pojawi. Znała go na tyle, iż miała pewność, że nie byłby sobą, gdyby dobrowolnie zrezygnował z takiej imprezy towarzyskiej. Nawet, jeśli w tym czasie nie uda się z nim skontaktować, to już jej głowa w tym, żeby tu zostać dłużej.

     Spojrzała na jaśniejące oblicze księżyca widoczne w okratowaniu okna. Czuła jego zew, rosnącą potrzebę poddania się jego mocy. Powoli rozlewała się w niej dzika euforia, która wkrótce osiągnie swoje apogeum i odsunie wszystkie troski na bok.

                                                                                                              

środa, 14 maja 2014

Na służbie... +16

Za przykładem Kajjki postanowiłam wrzucić tekst ćwiczeniowy, skojarzenie. To była pierwsza praca tego typu i fotka dobrana była idealnie ;):)

***



     Panujące w samochodzie cisza i napięcie zdawały się rosnąć z każdą sekundą. Magda doskonale wiedziała, że niepotrzebnie dała się podpuścić, ale siedzący obok mężczyzna trafił w zbyt czuły punkt.
- Najwyraźniej masz jakiś problem z facetami – stwierdził Tomek, nieudolnie tłumiąc chichot.
     O tak! Bawiła go ta sytuacja. Ciekawe czy nadal będzie taki radosny, gdy jej pięść spotka się z jego gładko ogoloną żuchwą, przemknęło Magdzie przez myśl.
- To nie ja mam problem z nimi, tylko oni ze mną – wycedziła przez zęby. Siłą woli starała się opanować narastającą wewnątrz niej agresję. Była o włos od zastosowania wyciszających ćwiczeń oddechowych. I to przy tym kretynie. A ostatnią rzeczą, jakiej chciała, było danie mu satysfakcji wyprowadzenia jej z równowagi.
- No, nie wiem… - zastanawiał się na głos, teatralnie pukając palcem w brodę. – To już trzecia… Nie – poprawił się szybko – czwarta pierwsza randka, która okazała się kompletną klapą. Ja tu widzę jeden punkt wspólny i siedzi on obok mnie w aucie. Rozumując logicznie…
- Wsadź to swoje logiczne rozumowanie…
     Nie skończyła, bo właśnie przemknął im przed maską ciemnozielony sedan. Nie zwlekając ani chwili, Magda przekręciła kluczyk w stacyjce i wcisnęła gaz. W tym samym momencie Tomek uruchomił koguta. Widząc żądzę mordu w oczach koleżanki, miał nadzieję, że pechowym kierowcą okaże się kobieta.
     Magda wręcz odwrotnie. Liczyła na to, że za kierownicą, jadącego trzy auta przed nimi pojazdu, będzie mężczyzna. Chciała pobawić się w złą policjantkę, tym razem w rzeczywistości. I zamierzała być o wiele mniej miła, niż w igraszkach, jakie jej proponowano wczoraj wieczorem.
     Gdy zrównali się ze ściganym samochodem, Tomek dał znać kierowcy, żeby zjechał na pobocze.
- Może ja do niego wysiądę – zaproponował.
- Nie. – Krótka odpowiedź nie przewidywała zbędnej dyskusji.
     Magda zatrzymała radiowóz za stojącym na awaryjnych światłach fordem fokusem. Założyła czapkę i wysiadła. Pewnym krokiem podeszła do pojazdu od strony kierowcy. Już miała przed oczami scenę, jak gburowaty i chamski typ lekceważy ją jako funkcjonariusza, może obraża, dając jej tym samym pretekst do wyładowania frustracji.
- Dzień dobry, panie kierowco… - Profesjonalny uśmiech zamarł jej na twarzy, gdy spojrzała na siedzącego w aucie mężczyznę. Był przystojny, zbyt przystojny jak na zaistniałą okoliczność. Około trzydziestki, miał ciemne, krótko przystrzyżone włosy. Patrzył na nią błękitnymi oczami, a usta wygiął w niepewnym uśmiechu.
- Dzień dobry, panie… pani władzo – poprawił się, widząc stojącą na zewnątrz kobietę. Nerwowo zaczął obciągać makiety czarnej koszuli.
     Magda ledwo usłyszała te słowa. Jej niepodzielną uwagę przyciągnęła biała koloratka, wyraźnie odznaczająca się na tle ciemnego materiału. Niech to szlag! Przeklęła w myśli. Oczywiście, musiał być księdzem, zadrwiła ze swojego szczęścia. Zamknęła oczy i wypuściła powoli powietrze, próbując uspokoić intensywne pulsowanie w skroniach.
- Czy wszystko w porządku? – zapytał ksiądz, przyglądając się jej uważnie. –Dobrze się pani czuje?
- Słucham…? A… Tak. – Zebrała się w sobie. – Wszystko w porządku. Niech ksiądz nie zmienia tematu. Wie ksiądz, dlaczego został zatrzymany?
- Zdaje się, że przypadkowo przekroczyłem dozwoloną prędkość – odpowiedział niepewnie.
- Przypadkowo? – Magda uniosła brew.
- Przepraszam bardzo, ale za dwadzieścia minut muszę odprawić nabożeństwo u św. Marcina i…
- I ten fakt upoważnia księdza do łamania przepisów? – weszła mu w słowo.
- Nie. Oczywiście, że nie – potulnie zgodził się ksiądz. Ale jadę prosto z pogrzebu…
- Proszę się nie tłumaczyć. – Z Magdy zeszła cała energia. Cholera, przecież nie wlepi mandatu księdzu.
- Oto moje prawo jazdy. – Mężczyzna podał jej dokument.
     Jeszcze do tego nadgorliwy, pomyślała. Wzięła je do ręki, w ogóle nie zwracając uwagi na to, co jest na nim napisane. Przelotne spojrzenie upewniło ją, że zdjęcie się zgadza. Nie miała już ochoty szukać odwetu za spieprzony wieczór. Chciała tylko wrócić do radiowozu, jak najszybciej skończyć pracę i poużalać się nad sobą w domowym zaciszu.
- Proszę je schować. – Oddała prawo jazdy. – I jechać ostrożniej – ostrzegła.
- Oczywiście. Bardzo dziękuję. – Zabrał dokument. – Niech Bóg ma panią w swojej opiece – dodał, uruchamiając silnik.
- Taa… – odchodząc, powiedziała  do siebie. – Z Bogiem.
     Zanim wróciła do radiowozu, ford zdążył się już włączyć do ruchu.
- Co jest? – zapytał Tomek, gdy usiadła za kierownicą.
- Takie moje porąbane szczęście, musiałam trafić na księdza – sarknęła.
- Żartujesz?! – policjant nie dowierzał.
- A wyglądam, jakbym żartowała? – Spojrzała na niego spode łba.
- Nie bardzo…
- Dobra, dajmy już temu spokój. – Ciężko westchnąwszy, Magda odpaliła samochód.
- OK.
     Ruszyli. Jechali w niezręcznej ciszy niespełna dwie minuty, gdy z policyjnego radia dobiegł ich głos operatora: „Do wszystkich jednostek. Na rogu Wolnej i Spójnej dokonano napadu na zakład jubilerski. Podejrzany oddalił się ciemnozielonym sedanem. Był przebrany za księdza. Znaki szczególne - tatuaż na lewym nadgarstku.”

- Kurwa mać!!!





niedziela, 4 maja 2014

Zasłona czasu - Rozdział 5





W jadalni przy ogromnym, mahoniowym stole siedziały trzy osoby. Artur Huxford zajmował miejsce u szczytu, po jego prawej stronie siedziała Adelajda, a obok niej najmłodszy z rodziny, George.

- Może sama powinnam po nie pójść – zastanawiała się na głos pani domu.

- Skądże, moja droga – odpowiedział jej małżonek. – Joan powiedziała, że zaraz przyjdą. Dajmy im jeszcze trochę czasu.

- Zawsze byłeś zbyt pobłażliwy dla Mary-Ann. Zobacz, jak to się skończyło. – Załamała ręce. – Gdyby nie te jej samotne eskapady…

- Nie przesadzajmy – odrzekł, jednak jego twarz sposępniała. Było trochę racji w tym, co powiedziała jego małżonka. Mary-Ann jako pierworodna zawsze zajmowała szczególne miejsce w sercu ojca. Jednak nie było tak, że nie kochał dwójki pozostałych dzieci. Darzył ich głęboką, mądrą, odpowiedzialną miłością, tylko w przypadku najstarszej córki nie potrafił wykrzesać z siebie niezbędnej surowości, potrzebnej do wychowania dobrze ułożonej młodej damy. Za bardzo mu przypominała samego siebie z kawalerskich lat, butna, nieusłuchana, mająca we wszystkim swoje zdanie, a przy tym wrażliwa, mająca romantyczną naturę. Czy powinien winić siebie za ten wypadek? Czy, gdyby trzymał ją w ryzach, nie doszłoby do tego nieszczęścia? Bał się, że odpowiedzi na te pytania mogą być twierdzące… Dlatego nie odwiedził córki, gdy odzyskała przytomność, powstrzymywała go ciążąca na sumieniu wina.

- Widzisz… - Adelajda zamierzała udowodnić swoją rację, lecz jej wypowiedź przerwało wejście córek.

- Witaj mamo, witaj papo. – Elisabeth dygnęła lekko. Mary momentalnie poszła w jej ślady. Doszła do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie naśladowanie siostry. Siostry… to słowo stało się jakby mniej obce w odniesieniu do dziewczyny, która właśnie posłała jej dyskretny uśmiech.

- Wejdźcie – powiedział Huxford i dał znak stojącej obok masywnego kredensu pokojówce, że można podawać do stołu.

     Po jego lewej stronie były naszykowane dwa nakrycia. Elisabeth zajęła to dalsze, więc Mary nie miała innego wyjścia, jak usiąść między nimi.

- Jak się czujesz, moja droga? – Zwrócił się do niej mężczyzna.

- Dziękuję, myślę, że w zaistniałej sytuacji całkiem dobrze – odpowiedziała.

- Bardzo nas to cieszy. – Uśmiechnął się ciepło. – Wiesz kim jestem? – To pytanie było dla niego trudne, ale czuł, że musi je zadać.

- Domyślam się, że moim… ojcem…? – wyszeptała.

- Papą… - poprawiła ją siedząca naprzeciwko kobieta.

- Przepraszam… - powiedziała tak cicho, że prawie nie było jej słychać.

- Nie szkodzi. – Ojciec nieznacznie się ku niej nachylił. – A pozostałe osoby?

- Mama… - Spojrzała na damę, która ją obserwowała z ponurym wyrazem twarzy. Przełknęła i przeniosła wzrok na chłopca. – George… - Westchnęła, widząc jego wesołą buzię.

- Jak dobrze, że nic ci nie jest – odpowiedział i, zanim ktokolwiek zdążył zareagować, dodał. – Mama bardzo płakała.

- George – zwróciła mu uwagę rodzicielka.

- Przepraszam, mamo. – Spochmurniał i spuścił oczy. Jednak po chwili spojrzał na Mary, a ta posłała mu perskie oko i  się uśmiechnęła. Od razu zapomniał o upomnieniu sprzed chwili.

     Elizabeth lekko kopnęła siostrę pod stołem, przyciągając tym samym jej uwagę. Gdy ta na nią spojrzała, zgarbiła się nieco, po czym wyprostowała plecy. Mary zrobiła to samo.

Dobrze, że ona tu jest, pomyślała.